Czyli "Nie wszyscy możemy wszystko", z łaciny. A czego to dotyczy? No przecieź to oczywiste.
SZKOŁY.
Dobra - mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa. To ja rozpuściłam rodziców, przyzwyczajając ich do średniej 5,0 lub większej; to ja wzięłam więcej, niż mogę unieść; to ja piszę, gdy powinnam się uczyć, uczę się, gdy powinnam spać i ś

ię, gdy powinnam pisać; to ja więcej czasu poświęcam na kontakty z Pewną Osobą niż na cokolwiek innego.
Dobrze. Publiczna spowiedź dokonana. Uff.
Mam teraz dwa tygodnie, aby nadrobić to i owo, zanim Pewna Osoba wróci i znów będzie tak, jak było. Albo po prostu olać większość spraw. Nie, coś pozaliczać trzeba, ale 3+ z polskiego to nie dramat.
Oceny satysfakcjonujące mnie:
matematyka, fizyka, chemia - 5 lub 6
pozostałe - od 3 w górę.
I tyle. Bo po co komu w LO średnia 5,0?