Ach, jakaż słodka! Jak ciepła i jasna!
Jeden ruch mały, nieznaczny, i tryska
Jak woda z źródła, jak iskry z ogniska,
Tak ciepła... tak smaczna... twoja, twoja własna!
Gdy smak jej czuję, żądza we mnie wzrasta,
Chciałbym ją posiąść, smakować i wyssać,
Całą! Do kropli ostatniej! Do czysta!
Nie bój się... choć mnie... pragnienie... przerasta...
Nie bój się, nie bój... już zęby me wbiłem,
A wcale nie chcę popełnić tej zbrodni...
I znów się stało. Znowu to zrobiłem.
Jakże żałuję! Jakże ja niegodny!
Dla marnej żądzy dziś ciebie zabiłem...
Lecz, co najgorsze - ciągle jestem głodny.














Comments